-Ja Ci dam kurwa smerfy!-złapała mnie za rękę.
-Harry! Papa Smerf!-niekontrolowany śmiech uciekł z moich ust, a Summer wyglądała na nieźle przestraszoną.
-Kochanie tu nie ma smerfów.
-Nie?
-Nie.-rozglądała się z szeroko otwartymi oczami.Odwróciłem się w stronę jej przyjaciółki przyciągając Summer do swojego boku. Laska wyglądała na mocno wkurzoną.
-Zostaw Summer w spokoju dupku!
-Jeszcze raz spróbuj wtrącić się między mnie a baby, a cię zabiję, jasne?- popchnąłem ją w stronę windy i obserwowałem jak przerażona zabiera swoje rzeczy.-Sami co się dzieje? Skarbie?
-Zimno.One są wszędzie. Małe niebieskie skurwysyny.-kopnęła w powietrze.-Smerfetka.- mruknęła chowając się w moich ramionach.
-Wracasz ze mną do domu pyszczku?
-Nie.
-Dlaczego?
-Bo nie chcę.
-Kochanie.
-Harry nie. Potrzebujemy przerwy.
-Nie chcę. Chcę mieć Cię obok.
-Harry proszę..
-Kochasz mnie?
-Kocham Cię. Zaraz Ci to udowodnię.-opadła na kolana i rozpięła moje spodnie.
-O nie skarbie.-podniosłem ją jak dziecko.
-Dlaczego?
-Nie pozwolę.
-Chcę żebyś czuł się dobrze.
-Summ.
-Nie chcesz mnie?-jej oczka zaszły łzami. Musnąłem jej usta
-Zrobimy to normalnie dobrze?-kiwnęła głową. Jest naćpana, ale spełnię każdą jej zachciankę.Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni.Rozebrałem ją muskając opuszkami palców każdy jej milimetr ciała.Przeciągnęła koszulę przez moją głowę.
-Jezu Summer nie nie mogę bez Ciebie żyć.- wessałem się w jej szyję.
-Wiem Hazz. Ja bez Ciebie też.
-Chcesz być na górze? Pozwolę Ci.
-Chcę.-przewróciłem nas i obserwowałem jej cudowne ciało. Moje ręce głaskały jej talie.Umiejscowiła moją erekcję przy swoim wejściu i powoli się nabijała.
-O Boże Baby...- wbiła palce w moją klatkę rozkoszując się wypełnieniem.Złapałem ją za biodra i podniosłem rozkoszując się widokiem zaspakajanej Baby.Jęczałem cicho wtulony w jej piersi. Oboje otrzymaliśmy swoje spełnienie.Położyłem ją delikatnie na łóżku-Śpij moje kochanie.-cmoknąłem ją w skroń i usnąłem wtulony w jej włosy.
**Dwa miesiące później**
**Oczami Summer**
Widuję go tylko kiedy przychodzi na obiad. Nawet nie codziennie. To boli, ale mam swój lek.Ćpam. Ciągle. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam czysta.Wszystko się zmieniło, nawet mój wygląd.On na mnie nie patrzy.Jest miły. MIŁY.Ostatni raz powiedział mi, że mnie kocha, kiedy się kochaliśmy.-Dziękuje. Bardzo smaczne Summer.-otarł kąciki ust i założył marynarkę.
-Przyjdziesz jutro?Chciałabym, żebyś przyszedł.-jakoś dziwnie na mnie spojrzał.
-Przyjdę.-uśmiechnął się i wyszedł. Dziś wieczorem impreza. Założyłam jakąś krótką sukienkę, zrobiłam makijaż i zeszłam na dół, gdzie już czekała taksówka.Szybko dotarłam do klubu na przedmieściach i odnalazłam moich przyjaciół.Wciągaliśmy kolejne kreski, a impreza rozkręcała się.
-Zatańczysz?-zapytał jakiś chłopak przekrzykując muzykę
-Tak. -pozwoliłam mu poprowadzić się na parkiet. Jego ręce powędrowały na mój tyłek.
-Ej!Ej!
-Spokój maleńka. Pobawmy się.
-Zostaw!-szarpnął mnie za włosy i popchnął do tylnych drzwi.


.jpg)

