poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział 72

*** Oczami Summer ***

Obudziłam się wtulona w ciało Harry'ego. Nie czułam się najlepiej okłamując go z tym okresem, ale nie chciałam, żeby dotykał mnie w intymny sposób po tym jak się zachował. Mam trochę tego dość. Próbowałam wstać, ale jego ręka uporczywie trzymała mnie przy jego ciele. Z jednej strony dba o mnie, spełnia moje marzenia. Z drugiej strony jest zaborczy i irytujący. Poprawiłam swoją pozycję w jego ramionach i zamknęłam oczy.
- Wstajemy moi państwo ! - mama Harry'ego ?! W sekundzie się przebudziłam i odpychając od siebie Hazze usiadłam.
- Mama co ty robisz ? - mruknął Harry wtulając głowę w poduszkę.
- No jak to co ? Uroczystość tuż tuż, a Wy śpicie ?
- Jaka uroczystość ?
- Mama jeszcze jej nie powiedziałem !
- Czego ?!
- Nie powiedziałeś jej, że bierzecie ślub ?
- Co ?! - coś osunęło mi się w żołądku. Chyba zwymiotuję. Pobiegłam do łazienki i wczorajszy homar z kolacji wylądował w muszli.
- Kochanie co się dzieje ? - pomógł mi wstać z podłogi, a ja byłam bliska furii.
- To ty mi kurwa powiedz co się dzieje Harry ! - odepchnęłam go i wzięłam się za mycie zębów.
- Baby chcę, żeby nasz ślub był wyjątkowy. Chcę, żeby był czymś czego nigdy nie zapomnisz. Coś wyjątkowego.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś ? Harry dlaczego ?!
- Bo chciałem, żeby to była niespodzianka. Nie cieszysz się ? Wszystkim się zająłem.
- Harry czy ty się słyszysz ?! Przegiąłeś ! Kocham Cie, ale tym razem przesadziłeś !
- Kotku o czym ty mówisz ?
- Nie rozumiesz Harry ?! Nie będzie ślubu !
- Aniołku ! Zaprosiłem wszystkich ! Twoich znajomych, przyjaciół ! Nawet Twoją mamę ! Wszystko jest dopięte na ostatni guzik !
- Harry !
- Summer nie odwalaj. Co ja mam zrobić, żeby Cie zadowolić ?! Staram się ? Źle. Nie staram ? Jeszcze gorzej. Zastanów się co ty robisz dziewczyno !
- Harry zorganizowałeś w tajemnicy przede mną ŚLUB i dziwisz się, że jestem wściekła ?!
- Tak. Nie jedna dziewczyna szalałaby ze szczęścia na Twoim miejscu. Na prawdę Summer popisałaś się. Teraz nawet mi odechciało się tego ślubu. - wyszedł z łazienki trzaskając drzwiami.
- Wróć tutaj. - warknęłam. Co ja robię ?! Wszedł do pomieszczenia z miną mordercy.
- Jak ty się do mnie odzywasz ?!
- Nie odwracaj się ode mnie i nie trzaskaj drzwiami kiedy rozmawiamy !
- Zamknij się. Nie mam ochoty Cie dłużej słuchać. Teraz pójdziesz do mojej mamy i Gemmy i przygotujesz się na uroczystość. Jedno chamskie zagranie, jedno chamskie spojrzenie, a tak Cie zleję, że popamiętasz mnie do końca życia.
- Jakoś się Ciebie nie boję Harry.
- Może najwyższy czas, żebyś zaczęła. Rozbudziłaś moją bestię i nie zawaham się przywalić Ci na oczach wszystkich.

*** Oczami Harry'ego ***

Jej oczy w sekundzie zaszkliły się, a dolna warga zaczęła drgać. Skrzyżowałem ręce na piersi obserwując teatrzyk przy którym zazwyczaj ulegałem.
- Nie uderzysz mnie.. Obiecałeś..
- Skończ.
- Przytul.
- Nie Summer. Przecież tak bardzo Cie krzywdzę i ranię. - rzuciła się na mnie. Po prostu wskoczyła mi na ręce i płakała. Zaniosłem ją do pokoju mojej siostry i posadziłem na łóżku.
- Gemma zrób z nią coś. - mruknąłem i wyszedłem. Nie mam pojęcia co się dzisiaj stanie.

*** Oczami Summer ***

Siedziałam w makijażu, uczesana, w sukni. Moja głowa bolała jak nigdy od natłoku myśli i sprzecznych uczuć.
- Summer już czas. - Gemma poprawiła jeszcze moją fryzurę. Niepewnie wstałam z krzesła i rozprostowałam suknię. Nie wiem co wygra.. Miłość czy złość..

piątek, 27 września 2013

Rozdział 71

*** Oczami Harry'ego***

Trzymałem ją za rękę powoli spacerując wybrzeżem Fiji. Milczeliśmy. Od wczoraj prawie nic nie mówi. W mojej głowie zaświtały obrazy z nocy, kiedy ocaliła mi życie.

#Wspomnienie

-Nic Ci nie jest?-zapytała zapłakana.
-Kochanie ja...wszystko okej.Dzięki.
-Nie dziękuj mi. Chodź musimy pomóc chłopakom.- nadal byłem w szoku po tym co się wydarzyło. usłyszałem huk i instynktownie zakryłem Baby swoim ciałem. Z cienia wyłonił się Louis. Z rozcięć na jego twarzy sączyła się krew.
-Lou..
-Nie żyją. Wykończyliśmy ich Hazz. Ilu zabiłeś?
-Nikogo..-spojrzał na ciało jednego z nich, które leżało kilka metrów od nas.
-Sami?-zapytał cicho .Kiwnęła głową i przytuliła się do mnie. Staliśmy w ciszy czekając na przybycie reszty. Gładziłem jej włosy starając się ją uspokoić, zapanować nad jej emocjami.
-Nic wam nie jest?- Liam z Niallem. Blondyn wyglądał normalnie, tylko jego oczy były niepokojąco chłodne. Liam krwawił z nogi, ale nie wyglądało to źle.Gdzie jest Zayn? Rozglądałem się nerwowo.
-Chodźmy stąd. Przyjdzie pewnie do Summer i Hazzy.-musiałem posłuchać Louisa jako lidera. Wziąłem Summer na ręce chcąc czuć ją jak najbliżej siebie.
-Harry ktoś tam jest..-pisnęła cicho wskazując palcem za moimi plecami.Odstawiłem ją i wyjąłem broń. Pod drzewem leżał ktoś ubrany na czarno. Skórzana kurtka. Cholera.Czułem się jak w filmie kiedy Niall i Liamem biegli w jego kierunku, a Louis zatrzymał Summer.Nie potrafiłem się ruszyć. Pomogli mu wstać. Żyje. Otrząsnąłem się i pomogłem moim przyjaciołom holować Zayna. Louis prowadził Summer co cholernie mnie wkurzało. Kładzie łapy na mojej kobiecie.
# Koniec wspomnienia.

Fala zazdrości zalała moje ciało.Objąłem Summer ramieniem i pocałowałem w skroń.
-Baby..?
-Hm...?
-Coś się stało?
-Czemu?
-Nic nie mówisz.
-Oh.
-Co się dzieje?-stanąłem i wziąłem ją za ręce
-Nic. Nie chce mi się gadać.
-Zrobiłem coś źle?
-Nie.-i już wszystko wiem.
-Chodzi o suknię?
-Zmień temat.
-Summer powiedz mi.
-Tak. Chodzi o suknie.
-Nie podoba Ci się?
-Podoba. Jest piękna.
-Powiedz mi Sami.
-Ja.. Chciałam sama ją wybrać- wypuściłem głośno powietrze. Nie patrzyła na mnie. Fale zalewały nasze stopy, a ona uparcie nie patrzyła.
-I co mam Ci teraz powiedzieć Summer?
-Nie wiem. Może lepiej nic nie mów.
-Summer obiecuję Ci, że wszystko zrozumiesz dobrze?
-Taa.
-Piękna nie złość się na mnie. Wiem co robię.-wtuliła się we mnie mocno.
-Nienawidzę kiedy robisz coś za moimi plecami. Po prostu nie na widzę.
-Wiem ale za to mnie kochasz.-puściłem jej oczko i unosząc jej podbródek dostałem buziaka. Mm..
-Hazz wracajmy, robi się zimno.-zarzuciłem na jej odkryte ramiona moją koszulę.
-Sopelek.
-Załóż to na siebie.
-Czemu?
-Nie chcę żeby inne kobiety oglądały coś co jest moje.- zmarszczyła śmiesznie brwi.
-Przecież ja widzę tylko Ciebie Summer.
-Kłamczuch.
-Może i patrzą, ale to ty będziesz dziś piszczeć z rozkoszy.
-Nie będę Harry.
-Będziesz.
-Mam okres.
-Dobry marynarz i czerwone morze przepłynie.
-Harry!-puściła mi kuksańca i odeszła śmiejąc się
-Chodź tutaj.-podbiegłem do niej i chwyciłem jej dłoń. Nie mogę doczekać się jutra i reakcji Summer na to, że bierzemy ślub na Fiji.


środa, 25 września 2013

Rozdział 70

*** Oczami Summer ***

-Myszko obudź się..
-Nie.
-Summer..-mruknął niezadowolony moją odmową.
-Nie.
-Baby..- musnął mój policzek nieświadomy jakie emocje są z tym związane.
-No co?- otworzyłam oczy i ujrzałam przepiękny uśmiech i poburzone po całonocnym seksie loczki.
-Kocham Cię.
-Przecież wiem.
-A ty mnie?- gładził mój policzek wierzchem dłoni.
-Noo..-usiadł mi na brzuchu skutecznie mnie rozbudzając. Moje ciało nie doszło jeszcze do siebie przez to co ze mną zrobił.
-Złaaaaaź
-To wstawaj na śniadanko.
-Jestem zmęczona Hazz. Chcę spać.
-Odpoczniesz sobie jutro na Fiji
-Co?!-usiadłam gwałtownie, a on przekręcił nas i teraz ja siedziałam na nim.
-Niespodzianka.
-Harry mam egzaminy w sobotę.
-I co?
-To ostatni termin.
-Po co Ci te studia.? Przecież masz wszystko czego Ci potrzeba i tak już zostanie. Rzuć to w cholerę.
-Rozumiesz, że ja chcę mieć studia?!
-A rozumiesz, że będziesz pracowała chyba po moim trupie i to też nie koniecznie bo zapewniłem Nam i naszym dzieciom odpowiednie zabezpieczenie finansowe?
-A rozumiesz, że tu nie chodzi tylko o pieniądze?
-No to o co chodzi?
-Ja nie chcę siedzieć w domu i pilnować dziecka!
-Nie interesuje mnie to. Podjąłem decyzje.-zeszłam z niego i wkurzona zamknęłam się w łazience.Z torebki wyjęłam paczkę papierosów i odpaliłam jednego.Głębokie buchy dawały upust złości, a dym jak mgła zalewał pomieszczenie.Wyrzuciłam niedopałek do kibla i wyszłam.
-Śmierdzisz papierosami.-jego oskarżycielski ton wkurwił mnie jeszcze bardziej. Wyciągnęłam jakieś ciuchy i zgarnęłam kluczyki od auta. Odwróciłam się i zderzyłam z torsem Harry'ego
-Wybierasz się gdzieś?-przekręcił głowę mierząc mnie wzrokiem.
-Ta.
-Gdzie?
-Przejść się.
-Zjedz i pójdziemy razem.
-Nie chcę iść z Tobą.Chcę iść sama.
-Pójdziesz do kuchni i zjesz to jebane śniadanie czy Ci się to podoba czy nie.
-Nie jestem głodna.
-Masz to zjeść. Dla naszego dziecka. Summer wiem, że się na mnie  wściekasz, ale ja wiem co dla Ciebie najlepsze.
-A może ja też wiem co jest dla mnie dobre?
-I dlatego właśnie paliłaś?
-Paliłam bo mnie wkurzasz.Wszystkiego mi zabraniasz.
-Chodź tutaj.- rozłożył ramiona zapraszając mnie żebym zajęła w nich miejsce. Przytuliłam się, ale sama nie wiem po co.Kołysał mnie delikatnie, a ja analizowałam naszą" rozmowę". Może ma racje, mówiąc że nie powinnam teraz studiować?
-Harry?
-Hymm?
-Lećmy na te wakacje.
-Dobrze- uniósł mój podbródek i pocałunkami zamknął moje powieki.Jego palce przesunęły się wzdłuż lini szczęki,aż do warg. Złożył na nich długi i namiętny pocałunek.
-Wykorzystam te twoje pyskate usteczka na Fiji.-jaki on...erotyczny.
-Nie.-oblałam się rumieńcem i dałam mu szybkiego buziaka.
-Tak tak kochanie. Czekam na to prawie od roku.
-No ale..
-Babyyy
-Nie chcę.
-Ciii, Chodź mam coś dla Ciebie.-objął mnie w talii i poprowadził do salonu.Na kanapie leżało ogromne pudełko.
-Co to?-wtuliłam się w jego biceps.
-Twoja suknia ślubna. Nie widziałem, żeby nie było. Gemma i moja mama wybierały.- przygryzłam dolną wargę żeby ukryć frustrację. Nawet na suknie ślubną wpływ musiał mieć ON.

niedziela, 22 września 2013

Rozdział 69

Z dedykacją dla Ani S. z okazji urodzin :)

Szybko włączyłem maksymalną ochronę domu i czekałem na przybycie moich przyjaciół. Summer patrzyła przerażona jak metalowe zasłony zakrywają okna. Tak. Mam pancerny dom.
- Trzymaj. - podałem jej załadowaną broń.
- Harry co się dzieje ?
- Summer to skomplikowane. - kolejny huk rozgrzmiał w okolicy.
- Powiedz mi.
- To członkowie gangu, który rządził Londynem przed nami. Próbują się zemścić i odzyskać władzę, ale ja na to nie pozwolę.
 - Chcą nas zabić ?
- Bez wątpienia.
- Boje się.
- Spokojnie kochanie. Pamiętasz co mi kiedyś powiedziałaś ? " Podoba mi się takie życie ". To jak paintball tylko jak Cie trafią to bardzo boli.
- Ty to umiesz mnie pocieszyć.
- Skup się Summer. - usłyszałem pisk opon na podjeździe. Moja żonka zadrżała.
- Spokój. To Louis.
- Skąd wiesz ?
- Ten co dojebał pancerz. - usłyszałem śmiech mojego przyjaciela. Otworzyłem drzwi i wpuściłem ich do środka w chwili kiedy rozległ się kolejny huk.
- Boże znowu się zaczyna.
- Louis co teraz ? - objął moją roztrzęsioną wybrankę ramieniem a mnie rozwalało. Złapałem ją za nadgarstek i przyciągnąłem do siebie. Ona tylko przy mnie może czuć się bezpiecznie. Wtuliła się we mnie, a ja delikatnie gładziłem jej obojczyk i talię.
- Harry chyba powinniśmy stąd zabrać Summer.
- Nie ! Ona nie może być sama w takiej chwili.
- Black chcesz tu zostać ? - zapytał łagodnie Zayn.
- Chcę.
- Załatwione. - zaczęliśmy ubierać się w kuloodporne ciuchy, przeładowywać broń. Moja Baby nawet nieźle się trzymała.
- Summer idziesz z Harrym I Zaynem. Ja pójdę z Niallem i Liamem.
- Nie Louis. - co ona odpierdala ?!
- Dlaczego Black ?
- Nie mogę iść z Harrym ponieważ będzie zajmował się mną, a nie sobą. Pójdę z Tobą i Niallerem.
- Summer chyba Cie popierdoliło. - myślałem, że ją zabiję.
- Ona ma rację. Liam idziesz z Zaynem i Harrym. Black chodź.  - nie zdążyłem nic zrobić, a ich już nie było.
- Stary otrząśnij się. - dałem sobie w twarz i razem z chłopakami opuściliśmy mój dom. Rozpoczynamy polowanie. Kolejny huk przewracanego drzewa spowodował, że zadrżałem o bezpieczeństwo mojej ukochanej. Biegliśmy przez las szukając naszych ofiar. Muszę wykonać swoją robotę i znaleźć Summer.
- Chłopaki stójcie. - mruknął Liam zatrzymując nas ramionami. Też to usłyszałem. Kroki. Zbliżające się do nas. Naszykowałem broń gotowy do strzału, gotowy do walki.
- Rozdzielmy się. - szepnął Zayn. Ruszyliśmy każdy w swoim kierunku aż usłyszałem przeładowanie broni. I tak właśnie Harry Styles pakuje się w kłopoty.
- Ręce do góry, rzuć broń. - kuuuurwa.. Żegnaj świecie. - Odwróć się powoli w moją stronę. - czułem się jak ciota wykonując jego polecenia. - Chcę widzieć Twoje oczy kiedy będę odbierał Ci władzę. - usłyszałem huk broni. Czekałem na fale bólu zalewającą moją klatkę piersiową, ale nic takiego się nie stało. Otworzyłem jedno oko i nie widząc napastnika otworzyłem drugie. Coś rzuciło mi się na szyję. Zanim zobaczyłem kto jest napastnikiem, rozpoznałem jej zapach.
- Summer kochanie.. - wtuliłem się w jej piękne włosy nie mogąc odnaleźć słów, żeby podziękować jej za ocalenie mi życia.

piątek, 20 września 2013

Rozdział 68

Kucnąłem przed nią i popatrzyłem jej w oczy. Była bliska płaczu.
- Kochanie dlaczego się boisz ?
- Nie chcę.. no wiesz..
- Summer proszę Cie.
- No bo
- Przecież użyjemy prezerwatywy.
- Ostatnio też używaliśmy i co ?!
- Kochanie
- No co ?!
- Wszystko będzie dobrze. Nawet jeżeli będziemy w ciąży to wszystko będzie idealnie.
- Nie ! Nie będzie ! Nie chcę ! Nie będę mieć dzieci ! Nigdy !
- Sami - wybiegła z sypialni. Co ja mam zrobić ? Co mam jej powiedzieć ? Jezu. - Summer chodź tutaj proszę Cie.
- Zostaw ! - czułem się jak debil prosząc ją żeby otworzyła pokój gościnny, w którym się zamknęła.
- Kochanie porozmawiajmy.
- Nie chcę mieć dzieci i koniec ! Nie zmusisz mnie ! Nie !
- Kochanie otwórz drzwi. Baby.
- Chcę zostac sama. Zostaw mnie.
- Nie zostawie Cie. Nie potrafię. Bo cie kocham. Chcę Ci pomóc. Summer proszę otwórz. - usłyszałem ciche kroki i po chwili szczęk zamka. Wszedłem do środka i popatrzyłem na nią. Ruszyłem powoli w jej stronę.
- Nie podchodź. - zatrzymałem się w pół kroku. Wyglądała jakby zwariowała.
- Summer kochanie musimy żyć dalej. To było i już nie wróci prawda ? Nie możemy skreślać naszej przyszłości przez przeszłość. Nie możemy żyć dniem wczorajszym.
- Żyć dniem wczorajszym ?! Nasze dziecko umarło !
- Wiem kochanie, też jestem tym załamany. Jest mi przykro bo sądziłem, że wreszcie wszystko się nam ułoży i będzie między nami tak jak powinno być. Że stworzymy prawdziwą rodzinę.
- Ale ono umarło.
- Kochanie będziemy mieli dzieci. Zdrowe i piękne jak ty.
- Nie chcę ich. Chcę tamto !
- Summer ! Otrząśnij się ! Jestem z Tobą prawda ?! Kocham Cie ! Kocham wszystko w Tobie, wszystko. Każdą Twoją niedoskonałość ! W moich oczach jesteś idealna i nie obchodzi mnie co inni mówią !
- Ty jesteś, dziecka nie ma.
- Zaraz Ci je zrobię. - położyłem ją siłą na łóżku i nachyliłem nad nią.
- Zostaw !
- Nie ! Skoro tak bardzo chcesz mieć dziecko to będziesz je miała. Za 9 miesięcy.
- Nie chcę !
- Bądź grzeczna. - zacząłem gryźć i całować jej szyję. Uścisnęła moje przedramiona domagając się mojej uwagi.
- Harry..
- Co ? - mruknąłem muskając czułe miejsce zaraz za jej uchem.
- Kocham Cie.
- Wiem. - rozwiązałem ręcznik, którym była opleciona i wreszcie dostałem jej ciało. Pierwszy raz.. nasz pierwszy seks bez zabezpieczenia. - Też Cie kocham. Bardzo, bardzo bardzo.
- Obiecujesz, że będzie dobrze ?
- Obiecuję. - wszedłem w nią powoli obserwując ją. Była spokojna. Aż za spokojna. Jej dłoń powędrowała na mój kark i lekko ciągnęła mnie za włosy. Uprawialiśmy miłość. Powoli, namiętnie, romantycznie. Cały czas była w moich ramionach, aż opadłem bez sił obok niej na łóżko. Oddychała głęboko przytulona do mnie.
- Wszystko będzie dobrze Summer.
- Skąd wiesz ?
- Bo nie pozwolę Was skrzywdzić, nie pozwolę Ci się denerwować i będę o Ciebie dbał jak nigdy wcześniej wiesz ? Spełnię każde twoje marzenie i zachciankę. A zacznę od przyszłego tygodnia kiedy polecimy na Fiji.
- Co ?! - uśmiechnąłem się widząc jak szczęśliwa jest.
- Niespodzianka kochanie.
- Żartujesz prawda ? Czy ja śpię ? Czy  ja umarłam ?
- Nie kochanie. Chociaż jesteś moim aniołem.
- Dziękuję..
- Za co kochanie ?
- Za wszystko !
- Po prostu chcę żeby moja kobieta miała wszystko czego pragnie. Nie musisz mi dziękować. Twój uśmiech mi wystarcza. - usłyszałem okropny huk. Szybko wciągnąłem bokserki i chwyciłem za broń.
- Summer dzwoń do Louisa.

środa, 18 września 2013

Rozdział 67

Ruszyłem rozwścieczony za nią. Złapałem ją za przedramię i zlatując z trzech schodów wpadła w moje ramiona. Przyparłem ją do ściany i mocno złapałem za podbródek.
-Jak ty się do mnie odzywasz?!
-Puszczaj.
-Coś Ci się chyba pomyliło.Takim tonem odzywaj się do swoich znajomych, jeśli Ci na to pozwalają. Do mnie masz się zwracać z szacunkiem i grzecznie. Zrozumiano?
-Nie.
-Zmień ton.
-Jebany pan i władca.
-Jesteś ode mnie zależna, więc lepiej uważaj na to co mówisz.
-Nikt Cię o to nie prosił.
-Skończ te jebane gry Summer. Skończ ze mną walczyć w ten dziecinny sposób bo doprowadzasz mnie do furii.
-To po co chciałeś żebym wróciła?
-Bo nie miałem z kim sypiać.
-Nie zabolało.
-A miało.
-Och, wielki pan biznesmen.
-Gdyby nie to, nie miałabyś tego co masz.
-Jakoś mi nie zależy.Zabierz swoją pieprzoną kartę, samochód i co jeszcze chcesz.
-Kiedy dorośniesz?
-O co Ci chodzi?!
-Dobrze Ci radzę Sami. Nie podnoś więcej na mnie ręki bo Ci oddam.
-Gówno mi zrobisz!
-Zamknąć Ci te pyskate usteczka?
-Idiota-odepchnęła mnie i chciała odejść, ale złapałem ją w talii i tym razem popchnąłem na ścianę.Uderzyłem w ścianę zaraz obok jej głowy i wreszcie zobaczyłem strach w jej oczach.
-Szacunek.-pisnęła cicho i uciekła na górę.Zamknęła się w łazience co mnie cholernie rozbawiło. Kopnąłem z całej siły w drewnianą powłokę, która otworzyła się przez uderzenie.
-Przede mną się nie ucieka Baby...- podszedłem do niej wolno, a ona skuliła się ze strachu.
-Z...zostaw-jęknęła drżącym głosem. A ze mnie odpłynęła cała złość. Podniosłem ją i zamknąłem w ramionach. Przylgnęła o mnie szukając bezpieczeństwa.
-Kochanie. Przecież Cię nie uderzę. Zabił bym za Ciebie.-przytuliła się do mnie jeszcze mocniej i całowała delikatnie mój tors.
-P...Przepraszam...
-Ja też Sami. Po prostu  nienawidzę kiedy mnie nie szanujesz.
-Ale ja
-Wystarczy. Rozbierz się.
-Po co?
-Chcę na Ciebie popatrzeć.
-Harry.
-Zrób o co proszę.
-Nie!
-Widziałem Cię nago.
-Nie chcę żebyś się perfidnie na mnie gapił!
-Baby!
-No co?
-Kocham twoje ciało, które należy do mnie i chcę na nie patrzeć! To moje prawo.
-Chodź pod prysznic.
-Nie odpuścisz?
-Nie.-wywróciłem oczami i zacząłem ściągać z siebie ubrania. Stała i patrzyła na mnie przygryzając wargę.
-Czemu się tak na mnie patrzysz?- wybuchnęła śmiechem i wskoczyła mi na ręce.
-Bo Cię kocham.-pocałowała mnie namiętnie i zdjęła swoje ciuchy.Odkręciłem wodę dopasowując jej temperaturę i zaprosiłem moją Baby do kabiny. Nasze ciała przylgnęły do siebie przez pocałunki. Uwielbiam sposób w jaki się godzimy.
-Boże Summer..- jęknąłem u szczytu podniecenia.
-Słucham Cię kochanie?- mruknęła przygryzając płatek mojego ucha.
-Pozwól mi..
-Nie,
-Summer ja nie wytrzymam zaraz.
-Dasz radę. Jesteś dużym chłopcem.-poklepała mnie po głowie jak psa. Wystarczy tego. Odwróciłem ją i przyparłem do ściany.
-Teraz ja się Tobą pobawię.- zamruczałem chwytając w dłonie jej piersi.
-jestem odporniejsza i nie wariuję gdy tylko mnie- jęknięcie przerwało jej wypowiedź gdy  moja ręka zaczęła masować jej muszelkę.
-Co mówiłaś?
-Że jestem już czyta i mogę sobie iść.-odsunęła się ode mnie i uciekła. Co jest kurwa?
-Summer.-rozżalony ruszyłem za nią. Siedziała na łóżku i nerwowo bawiła się palcami.
-Co się dzieje? Baby..
-Nie chcę. Nie Harry. Po prostu nie.
-Dlaczego?
-Nie chcę.
-Chodzi o ciążę prawda? Boisz się, że będziemy w ciąży? - nie odpowiedziała, ale jej wzrok powiedział mi wszystko.


wtorek, 17 września 2013

Rozdział 66

*** Oczami Harry'ego ***

- Louis tak bardzo się boję, że ona odejdzie, że się załamie i coś sobie zrobi. To mnie zabija.
- Stary ona jest młoda. Będziecie mieli jeszcze dzieci. - obracałem w ręce malutkiego Conversa, którego kupiłem dla naszego maleństwa. - Harry jesteś tam ? - zauważyłem kątem oka Summer.
- Zadzwonię później. - rozłączyłem się i spojrzałem na nią.
- Harry.. - podbiegła do mnie i usiadła mi na kolanach.
- Nie chciałem, żebyś to słyszała.
- Harry nie odejdę wiesz ? Obiecuję Ci. - pocałowała mnie z takim uczuciem jak nigdy.
- Nie pozwolę Ci odejść. Kocham Cie tak bardzo.
- Ja Ciebie kocham bardziej. - roześmiałem się. Głupiutka. Przygryzłem delikatnie jej policzek.
- Nie możesz mnie kochać bardziej niż ja Ciebie.
- Mogę ! Nie zabronisz !
- Zaraz dostaniesz klapsa.
- Ty potworze. - sarkastyczna Summer. Tęskniłem.
- Pamiętasz początek naszej znajomości ?
- Jak mi wlazłeś pod prysznic, próbowałeś mnie zgwałcić i jak napadłeś na restaurację ? tak pamiętam.
- Nasz pierwszy pocałunek, pierwszą malinkę, pierwszą randkę, pierwszy raz ?
- Ohh too..
- Nie drocz się !
- Zrobisz coś dla mnie Haroldzie ?
- Co kochanie ? Zrobię wszystko.
- Rozpalisz ogień w kominku ?
- Jesteś niemożliwa. Rozpalę i zamówimy coś do jedzenia dobrze ?
- Może coś
- Nie ugotujesz. Musisz się oszczędzać.
- Ale
- Summer nie dyskutuj ze mną jeżeli chodzi o kwestię twojego bezpieczeństwa.
- Nie bądź taki..
- To o siebie dbaj Baby.
- No przecież
- Jak ostatnio spuściłem Cie z oczu to ćpałaś !
- No i co ?!
- Czy ty wiesz jak to szkodzi ? Zabija ?
- I tak kiedyś umrę.
- Nie.
- Tak.
- Nie. Tak.
- Summer.
- Miller, tak to ja.
- Przestań z tymi gierkami !
- Nie chcę.
- Do jasnej cholery !
- Krzycz głośniej Hazz, nie słyszą Cie jeszcze na głównej ulicy.
- Jestem w moim pieprzonym domu i mogę robić co mi się podoba.
- Zachowujesz się jak dziecko.
- To dziecko zaraz Ci przypieprzy.
- Groziłeś już tyle razy..
- Nie wystawiaj mnie na próbę. Idź weź prysznic, ja zamówię jedzenie.
- Jebany rządziciel.
- Wredna dziwka. - ujebałem się w język minutę za późno. - zaśmiała się cicho po czym uderzyła mnie w twarz z ogromną siłą.
- To był ostatni raz kiedy mnie obraziłeś. - wyplułem krew i spojrzałem na nią. - Teraz możesz mnie przeprosić i zapamiętać tą chwilę. - czułem poirytowanie i świerzbiła mnie ręka, żeby jej oddać. Myśli, że ma nade mną kontrolę. Jej niedoczekanie. Już ja Ci KOCHANIE pokażę kto tutaj rządzi.

Obserwatorzy